Jadąc na uroczystości żałobne nie zastanawiałem się zbytnio jakie będą moje doznania i wrażenia. Chciałem być częścią tych wyjątkowych chwil i uwiecznić je na zdjęciach.
Już na samym początku, wsiadając do metra, spotkało mnie pierwsze zaskoczenie. Zamiast wszechobecnych reklam, na planszach umieszczono pamiątkowe tablice. Brawo dla Metra Warszawskiego.

Przystanek Świętokrzyska i rzeka ludzi, która wylała się z wagonów. Chyba nawet więcej niż w normalny, roboczy dzień. Dochodziła godzina dwunasta, wszyscy zmierzali w tym samym kierunku. Na Plac Marszałka Piłsudskiego.

Marszałkowska na tym odcinku była zamknięta. Najmniejszego problemu nie sprawiało przejście na drugą stronę środkiem jezdni. Jak widać, nie byłem jedyną osobą, która skorzystała z tej możliwości. Kierunek marszu był jeden, a ponieważ czas wszystkich naglił, chętnych było wielu.

Dobra organizacja ruchu, harcerze kierowali wszsytkich na chodnik - na szczęście odpowiednio szeroki, chociaż najmłodsi chętnie korzystali z murka, który ciągnie się prawie wzdłuż całej długości Królewskiej.

Nie wytrzymałem zbyt długo w ciągu pieszych. Wszedłem do Parku Saskiego aby skrócić sobie drogę. Cieszę się, że to zrobiłem. W środku było wiele osób, a co za tym idzie, więcej okazji, by "uchwycić" coś ciekawego na zdjęciu.

W pewnym momencie, kiedy już miałem robić kolejne zdjęcie rozległ się głos syren. Wcześniej już nie raz słyszałem taki dźwięk, jednak stojąc tam, wśród tak wielu rodaków, zabrzmiał on całkiem inaczej. Dodatkowo, w tym wyjątkowym momencie, usłyszałem jak jedna za drugą, do pełnej gamy dźwięków włączają się również sygnały karetek, radiowozów i innych pojazdów uprzywilejowanych. Przyznam, że zamarłem, opuściłem aparat, patrzyłem się na setki polskich flag. Myślałem o Prezydencie, jego żonie, mamie kolegi, która zginęła w katastrofie... po chwili cisza. Cały tłum zamarł. Zatrzymał się. I w tym momencie zawieszenia rozległa się trąbka. Jedna mała trąbka, która wypełniała swoim dźwiękiem cały plac, tłum, park, ciszę... Ciarki przeszły mi po plecach. Wiedziałem, że jest to wyjątkowa uroczystość, ale takich emocji się nie spodziewałem.



Przemówienie. Jedno, drugie, kolejne. Chwilami trudno było robić zdjęcia bo głowa uciekała do słów płynących z mównicy.
Zdecydowałem się chociaż na chwilę przejść przed Pałac Prezydencki. Tysiące ludzi, jeszcze więcej zniczy i dziesiątki harcerzy, którzy urzekli mnie swoim zaangażowaniem, sercem i ciężką pracą. Służenie innym w tak trudnych chwilach. Piękne.
